Lovely

Drobna zmiana.


Moi drodzy czytelnicy, pragnę Was wszystkich poinformować, że nawiązałam współpracę z redakcją portalu MojaHolandia.nl i w dniu dzisiejszym ukazał się tam mój pierwszy artykuł/ post/ felieton/ jak zwał, tak zwał.
W związku z powyższym zanosi się na następujące zmiany:
- wszystkie tematy typu Polacy w Holandii, Holendrzy w Holandii, psy i koty w Holandii będą umieszczane tam.
- blog staje się mniej ambitny i osobisto - nudziarski, o czym uprzedzam teraz, żeby następnie nie było zażaleń.
- posty tutaj będą w części umieszczane jako "dla przyjaciół", proszę założyć konta i mnie śmiało dodawać.
- komentarze pod postami publicznymi będą moderowane. MH to portal dla wszystkich z możliwością komentowania, proszę mnie tam obrzucać błotem, tudzież płatkami róż, wedle uznania.

To by było na tyle. Zapraszam to rzutu okiem na portal MH.
Bad bone

...out of heart.

Kiedy coś zajmuje mnie całkowicie i absolutnie nie jestem w stanie wysmażyć nabanalniejszego posta. Cała moja energia koncentruje się wokół tej jednej "rzeczy" i choćbym wpadła w pociągu do Hilversum na Krzysztofa Ibisza i on postawiłby mi kawe i podarował hantle z autografem, to i tak bym o tym nie napisała.
Bo zajmuje mnie właśnie TA jedna rzecz.

Trzydziestego listopada mój kontrakt dobiega końca. Wielokrotnie prosiłam szefa o rozmowę i informację, jakie warunki pracy przewidziane są dla mnie w kolejnej umowie. Dostawałam odpowiedzi w stylu: "dostaniesz kolejny kontrakt na rok". Za ile - ani słowa.
Z początkiem bieżącego miesiąca wkurzyłam się. Oznajmiłam jego wielmożności, że jeśli w poniedziałek nie dostanę odpowiedzi, to odchodzę z końcem miesiąca, bo właśnie dostałam interesującą ofertę za granicą. Znaczy się, za ich granicą, bo moje granice to od dawne rzecz umowna.

W poniedziałek przyszedł Szef Szefów od razu z kadrowym i gotowym kontraktem, wedle którego miałabym dostać podwyżkę w wysokości SIEDEMDZIESIĄT PIĘĆ EURO.
Nie mogłam się powstrzymać i roześmiałam się przy stole. Powiedziałam, że odbieram to w kategorii żartu, jako, ze praktycznie samodzielnie ciągnę zawory kontrolne i jestem tuż przez finiszem projektu.
Innymi słowy: "Jak odejdę, masz przerypane, koleś".
"Koleś" zasugerował, żebym wysłała mu kwotę mailem.
Wysłałam.
Kolejna propozycja była o sto euro niższa, niż ta zaproponowana przeze mnie.
Nie zgodziłam się i powiedziałam: "miło mi się tu pracowało. Naprawdę będę za wami tęsknić". Po czym oznajmiłam wszem i wobec, że odchodzę.
W piątek rano moja propozycja została przyjęta.
Nie potrafię wyrazić triumu, jaki czułam.
Nie chodzi o pieniądze, bo kwota to kwestia względna, ale uwierzcie - pierwszy raz czułam się na tyle pewnie, że byłam w stanie iść na calość: dajcie, czego chce, lub odchodze. Zawsze bałam się stracić pracę, Zawsze obawiłam się, co szef o mnie pomyśli.
Te obawy już mi nie towarzyszą.
Żeby nie wpadać w patos, wyrażę jak najszybciej swój wniosek: w normalnie funkcjonującej ekonomii wartości i normy wracają na swoje miejsce.
I tak ma być.
  • Current Mood
    indescribable indescribable